Początek jest połową całości, mawiali starożytni Grecy i mieli rację. Nieudany start może udaremnić tygodnie przygotowań i uniemożliwić uzyskanie pożądanych przez mówcę efektów. Bądźcie zatem ostrożni zwłaszcza na starcie. Pamiętajcie, że pierwsze słowa to najważniejsze słowa całego wystąpienia. Oto cztery najczęściej popełniane przez mówców błędy.

  1. Zaczynanie od zużytej formuły. Nie zaczynaj od takich wyrażeń, jak „w moim wystąpieniu będzie mowa o…”,”Witam Państwa”, „Jestem szczęśliwy, że mogę do was mówić” itd. Zamiast tego użyjcie tzw. cold open – zacznijcie od razu mówić na temat. To wypadnie znacznie lepiej.
  2. Odchrząkiwanie. Nierozgrzany aparat głosowy może wymagać odchrząkiwania i dlatego trzeba go rozgrzać przed wystąpieniem, a nie w trakcie wystąpienia. Pamiętaj, że odchrząknięcie jest pierwszym słowem twojego przemówienia. Czy na pewno chcesz powiedzieć publiczności: „Chryymmyy…”?
  3. Sprawdzanie, czy sprzęt nagłaśniający działa („Mikrofon działa?”). Taki początek może zostać w niektórych sytuacjach, zwłaszcza na spotkaniach biznesowych, jako brak szacunku do publiczności. „Trzeba było sprawdzić wcześniej…” – mogą sobie pomyśleć ważni ludzie, którzy mają cię słuchać. Z dwojga złego już lepiej zacząć mówić i przekonać się w trakcie, że coś nie działa. Wtedy wina spadnie nie na was, ale na obsługę techniczną.
  4. Rozpoczynanie od żartu. Żart może być znakomitym otwarciem, ale może też okazać się katastrofą, bo nigdy nie możecie być pewni, czy nie okaże się on niewypałem. Po takim nieudanym żarcie możecie wyglądać na lizusów albo nieudaczników.

Przykład:

Adama Michnik, skądinąd znakomity mówca, po wygranych przez PIS wyborach wystąpił przed przyjaciółmi z Gazety Wyborczej. Na wstępie przytoczył stary żart z czasów Związku Radzieckiego:

Mieszkaniec Moskwy został zabrany przez karetkę pogotowia. Chory otwiera oczy i pyta ratowników: – Dokąd mnie wieziecie? – Do kostnicy – odpowiadają. – Ale ja jeszcze nie umarłem! – krzyczy przerażony. – Ale my jeszcze nie dojechaliśmy – odpowiadają.

Śmieszne? Pewnie. Ale z kogo śmieje się Adam Michnik? Sam wyjaśnia, że miał na myśli rządy Prawa i Sprawiedliwości, które kiedyś w końcu się skończą i musimy tylko na poczekać. Ten żart mógłby zadziałać świetnie w zakończeniu przemówienia, kiedy jasna byłaby intencja mówcy. Jednak na początku mowy wygłaszanej zaraz po przegranych przez opozycję wyborach równie dobrze mógłby ktoś zrozumieć go jako sarkastyczny żart z nieudolnej i skazanej na ostateczną klęskę opozycji. Mówca tego nie przewidział i żart okazał się bronią obosieczną. I wam też się to może przydarzyć. Unikajcie zatem zaczynania od żartów, chyba że bardzo lubicie ryzyko, albo jesteście pewni reakcji publiczności.