Argumentum ad personam i argumentum ad hominem to nazwy zabiegów erystycznych podobnych tylko z nazwy. Jeden z nich jest w gruncie rzeczy pewną strategią retoryczną służącą zjednaniu sobie publiczności, a drugi jadowitym wybiegiem erystyczny. Zacznę od tego pierwszego.

Argumentem od hominem nazywa się dwa różne zabiegi.

Klasyczne rozumienie argumentum ad hominem

Jeżeli zapytacie kogoś, kto siedzi w tradycji logicznej, to wam powie, że argumentum ad hominem to sposób kontrargumentowania, w którym przesłankę stanowi teza wygłoszona przez przeciwnika w dyskusji. Np. Toczy się spór o to, w jaki sposób zorganizować wybory prezydenckie w dobie pandemii. Opozycja stwierdza, że wybory tradycyjne są niebezpieczne, a trzeba dbać o bezpieczeństwo obywateli, na co koalicja rządząca replikuje, że skoro trzeba dbać o bezpieczeństwo obywateli, to powinny się odbyć wybory korespondencyjne z zachowaniem konstytucyjnego terminu, bo pandemia może potrwać i dwa lata, co sparaliżowałoby wszelkie procedury demokratyczne. Rządzący posługują się tutaj argumentem od hominem w tym właśnie znaczeniu. Inny przykład: Zastanawiamy się z żoną czy sprzedać na Allegro ciekawą książkę. Ja jestem za tym, żeby ją zatrzymać. Żona na to: „Po co nam taka książka w domu. Można ją kupić na Allegro za 4zł?”. A ja na to ad hominem: „Czy warto się męczyć sprzedawaniem, skoro można ją sprzedać tylko za 4 zł?” Należy dodać, że taki argument jest uznawany za uczciwy i nie jest chwytem retorycznym.

Ad hominem jako wybieg

W drugim znaczeniu argumentem ad hominem  jest zabieg polegający na wytykaniu wad charakteru przeciwnika w dyskusji, które to wady mają stanowić podstawę dla odrzucenia jego poglądów. Jeśliby np. ktoś w dyskusji na temat tychże wyborów stwierdzał, że pogląd polityków opozycji nie powinien być brany pod uwagę, bo są oni zakłamani i nie chcą wyborów, bo ich kandydaci notują słabe wyniki w sondażach, to jest to argument ad hominem w drugim znaczeniu. Taki rodzaj argumentowania jest już wybiegiem erystycznym, który z logicznego punktu widzenia daje się zaklasyfikować do kategorii błędu non sequitur, bo wniosek nie jest logicznie związany z przesłanką: z tego, że liderzy opozycji mają takie, albo inne wady charakteru nie wynika, w jaki sposób powinny być przeprowadzone wybory.

Ad personam

I teraz sprawa się jeszcze bardziej komplikuje, bo jak spytacie kogoś reprezentującego tradycję logiczną, jaki to błąd został opisany w poprzednim paragrafie, to wam powie, że to nie jest argument od hominem, ale ad personam. Jeżeli jednak będziecie drążyć dalej, to okaże się, że argumentem ad personam w tradycji retorycznej nazywa się argumentację, w której ktoś podczas przemowy odnosi się jako do przeciwnika do pewnej fikcyjnej osoby – reprezentanta poglądu, z którym mówca się nie zgadza – ośmieszając go i kpiąc z jego wad. Z argumentami tego rodzaju mamy na przykład do czynienia zawsze wtedy, kiedy ktoś każe nam wyobrazić sobie typowego wyborcę PISu, Koalicji Obywatelskiej – to nieudacznik, złodziej, oszust, dewot, resortowe dziecko… Myślę, że wszystko jest teraz, jeśli nie jasne, to jaśniejsze.

Uwaga!

Jeżeli usłyszycie od kogoś mówiącego po angielsku o argumencie ad hominem, to będzie miał prawie na pewno na myśli argument ad personam w tym znaczeniu, w którym oznacza on odwoływanie się do wad charakteru itd.