Czytajmy Diogenesa Laertiosa!

by Niezbity Pies

Żywoty i poglądy słynnych filozofów to coś na kształt nieślubnego dziecka Władysława Tatarkiewicza i Super Expresu, gdzie definicja wyobrażenia kataleptycznego miesza się z opowieściami o Arystypie z Cyreny wychodzącym z burdelu. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Są nieznane skądinąd dokumenty filozoficzne, ale są też plotki, są pikantne szczegóły, jest samo filozoficzne życie w jego nędzy i bogactwie.

Autor żył prawdopodobnie w II w n.e. i był wyznawcą Epikura. Filozofia starożytna miała kilka oblicz. Na początku zadawała pytania w rodzaju: „Z czego to wszystko jest zrobione?” i udzielała na nie różnych mniej lub bardziej dziwacznych dla nieoswojonego z filozofią ucha odpowiedzi: A to, że z wody, a to że z powietrza, a to że bezkształtu, a to że z liczby.  Z czasem zainteresowała się nie tylko tym, co jest, ale i tym, co być powinno i tak narodziła się filozofia życia, która była przede wszystkim codzienną praktyką życiową. Okazało się, że żyć w sposób przemyślany, zgodnie z wymogiem postawionym przez Sokratesa, można na kilka sposobów, a każdy z nich jest pewną odrębną wyposażoną w wewnętrzną logikę strategią życiową. Można stać się wiernym swojej zwierzęcej naturze cynikiem. Można szukać jedynie przyjemności jak hedonista, a pluć na wszystko, co jej nie daje. Można próbować wcielić ideał niewzruszonego i niewzruszającego się stoickiego mędrca. Można też zostać sceptykiem, który woli wpaść w przepaść, niż zawracać sobie głowę patrzeniem pod nogi.

Skoro filozofia jest przede wszystkim sposobem życia, to życie filozofa jest równie ważnym tematem dla historyka filozofa, co jego poglądy. W dziele Laertiosa anegdot o filozoficznych i niefilozoficznych postępkach filozofów jest chyba więcej niż głoszonych przez nich teorii. Czytelnik ma poczucie, że patrzy na ludzi z krwi i kości, którzy starają się myśleć, choćby wszyscy inni uważali, że od myślenia ważniejsze jest czucie i robienie. Dowiedzieć się można z niego, w jaki sposób Krates z Teb nawrócił na filozofię swego szwagra, popierdując pod drzwiami jego pokoju, a także dlaczego Diogenes z Synopy publicznie się masturbował. Znajdziecie tu też wiersze, które Platon pisał dla swojego młodego kochanka Astra.

Myśliciele u Laertiosa nie tylko nauczają. Rozmawiają z władcami, antycznymi TIRówkami i kolegami po fachu[1]. Chorują i umierają, a każdy na swój własny filozoficzny sposób. Widzimy Teofrasta, który doznaje paraliżu, popada w depresję i odbiera sobie życie, a którego Diogenes z Synopy przed śmiercią nie chce pozdrowić, skoro ten godzi się żyć w takim żałosnym stanie. Widzimy samego Diogenesa, który na starość nie chce zmienić twardego trybu życia, widząc w śmierci, a nie w osiągnięciu wieku emerytalnego, kres ludzkich trudów. Nawet ci spośród filozofów, którzy jawią się nam dzisiaj pod postacią napchanych sylogizmami tomów dzieł zebranych, zyskują w dziele Laertiosa bardziej ludzkie oblicze. Oto Arystoteles w przewidywaniu grożących mu niebezpieczeństw spisuje testament, w którym troszczy się przede wszystkim o los swoich dzieci, ale pamięta też o żonie, która chciała po śmierci spocząć obok męża. Testament zaczyna się od słów:

Wszystko będzie dobrze. Ale gdyby coś zaszło, tak rozporządził Arystoteles…

Autor Żywotów… niewiele dodaje od siebie, ale czytelnik czuje jego obecność. Przebłyski talentu literackiego można odnaleźć w epigramatach, którymi zaszczyca niektórych spośród bohaterów swoich opowiadań, jak w tym, napisanym na pamiątkę śmierci słynnego stoika Chryzypa, którego zabiło wino wypite podczas uroczystości religijnych:

Zasłabł napiwszy się napoju Bachusa
Chryzyp i o nic już nie dbał,
Ani o Stoę, ani o ojczyznę, ani o siebie samego,
lecz odszedł do domu Hadesa.

Trzydzieści lat temu Michel Foucault nawoływał: „Czytajmy Diogenesa Laertiosa!”[2] W czasach upadku filozofii akademickiej, która odcina się od życia zasiekami z matryc logicznych i chowa przed tłumem za zasłoną ezoterycznej terminologii warto powrócić do czasów, kiedy filozofować, znaczyło przede wszystkim: żyć wśród ludzi i nie dać się zwariować.


[1] Wiem, że to „i” wprowadza amfibologię, ale niech tak zostanie.

[2] Michel Foucault, Theatrum Philosophicum [w:] Tegoż, Filozofia, historia, polityka. Wybór pism, tłum. D. Leszczyński, L. Rasiński, PWN Warszawa-Wrocław 2000, s. 54.

Leave a Comment