W końcu człowiek może być z czegoś zadowolony. Jedziemy do Francji i dajemy “prawdziwym Europejczykom” lekcję kultury kibicowania.

Jak tak dalej pójdzie, to trzeba będzie zająć siłami obrony terytorialnej (Antek dobrze kombinujesz!) na wpół barbarzyńskie kraje, takie jak Francja czy Niemcy (GBR nie liczę, ta już została zajęta), i, jak Irlandia VIII wieku, ponieść kaganek oświaty do niepiśmiennych i na chleb mówiących pep “Prawdziwych Europejczyków” znad Sekwany, którzy tak długo szlifowali i oczyszczali swoją kulturę z obcych naleciałości, aż nie zostało z niej nic oprócz koronkowych haleczek i pustych kościołów.

Dumas duma…

Sytuacja przypomina (na razie tylko przypomina) tę, którą opisywał Dumas w “Królowej Margot”. Jest to opis wjazdu polskich posłów do Paryża:

Nazajutrz wszyscy mieszkańcy Paryża zgromadzili się na przedmieściu Saint–Antoine, przez które posłowie polscy mieli odbyć wjazd do Paryża. Linie Szwajcarów utrzymywały tłumy, a oddziały jazdy oczyszczały drogę magnatom i damom dworu, jadącym na spotkanie orszaku. 
Wkrótce na wysokości opactwa Saint–Antoine pokazało się czoło kolumny jeźdźców w czerwonych i żółtych sukniach, w czapkach i burkach futrzanych i uzbrojonych w szerokie, z turecka zakrzywione szable.
Na skrzydłach linii szli oficerowie. Za tym pierwszym oddziałem postępował drugi, ubrany ze wschodnią wspaniałością. Poprzedzał on czterech posłów, wspaniale reprezentujących jedno z najbardziej słynnych z waleczności państw XVI wieku. Jednym z tych posłów był biskup krakowski. Ubrany był na pół po duchownemu, na pół po, rycersku. Kostium jego błyszczał od złota i drogich kamieni. Jego biały koń z wielką, rozrzuconą grzywą, zdawało się, parskał ogniem; nikt by nie przypuścił, że szlachetne to zwierzę przez trzydzieści dni robiło dziennie po piętnaście, mil po drogach prawie nie do przebycia. Obok biskupa jechał wojewoda Łaski, magnat potężny, blisko tronu, bogaty i dumny jak król. Za dwoma głównymi posłami i towarzyszącymi im dwoma znakomitymi magnatami jechało bardzo wiele polskiej szlachty. Jedwabne okrycia ich koni, naszyte złotem i usiane drogimi kamieniami, wzbudzały powszechne zadziwienie w widzach. W samej rzeczy, cudzoziemcy ci, których Francuzi pogardliwie zwali barbarzyńcami, zaćmiewali ich pod każdym względem.

Rzekłem!

Share This