[…] prostaczków nie stać na wybranie sobie własnej herezji.
Umberto Eco, Imię róży

Siedzieli sobie prości ludzie na marginesie społeczeństwa, kontentując się schabowym w niedzielę, zasiłkiem dla bezrobotnych i pracą na czarno u miejscowego kapitalisty w białych skarpetkach pod klapkami. Aż pojawił się Św. Wujek Jarosław. Powiedział im, że to oni są prawdziwym społeczeństwem, że ci na górze ich wykorzystywali; że te cwaniaczki zasiadające przed Macbookami nad porannym latte ze Starbaksa to nie są prawdziwi Polacy. To oni — wydziedziczeni są prawdziwym sercem Polski — oni są prawdziwym Ludem Bożym.

Reakcja elity ośmiorczniczkowej była typowo średniowieczna: oskarżono prostaczków o wszystkie rodzaje herezji. Na biedaczyny z mniejszych ośrodków, co przy weekendowym grillu osładzają sobie gorzką żołądkową swój prosty żywot, spadły oskarżenia o faszyzm, antysemityzm, fundamentalizm, ksenofobię i wstecznictwo. Nic sobie nie robiono z faktu, że oni sami nie byliby w stanie powiedzieć, na czym polegała doktryna Mussoliniego, a Żyda, którego mogliby prześladować, na oczy nie widzieli. Oskarżenia były po części prawdziwe, bo prostaczkowie przyjmują poglądy kaznodziejów z youtuba i portali neo-parówkowych. I tak Ojciec Stanisław z Michalkiewicz złowił kilku na opowieści o Złotej Pani Anieli. Brodaty kaznodzieja Grzegorz zasiał w ich głowach ideę kondominium pod nadzorem, a Szalony Mnich Antonii przekonał ich do swoich cudownych wybuchów, po których śladu nie zostaje. A oni przyjmowali to lub owo. Jedni z otwartymi gębami, inni z chytrym uśmieszkiem wiejskich polityków realnych. Można ich zatem oskarżać o wszystkie te herezje, bo są winni, ale ich wina nie bierze się z peremedytacji. Prostaczków nie stać na luksus wyboru herezji i przyłączają się do tych herezjarchów, którzy akurat przechodzą przez ich wioskę. Oni po prostu byli odsunięci od świata, a teraz mogą się poczuć w końcu jego częścią.

Teraz inkwizytorzy są w rozsypce i rodzi się w bólach nowy porządek świata. Myśleli mocarze, że można pozwolić tym prostaczkom po prostu zgnić w tych ich mniejszych ośrodkach. Po wyborach europejskich, czy też eurokołchozowych jak oni je za Bratem Grzegorzem nazywają, uświadomili sobie, że jest ich więcej, i że to oni mogą być panami sytuacji. I zrobiło się ciekawie…

Share This