Odwaga jako stan umysłu to uczucie, które się pojawia, kiedy mamy nadzieję, że uda nam się uniknąć niebezpieczeństwa. Aby zatem wzbudzić w kimś odwagę nie powinniśmy odwoływać się do zasad moralnych czy obowiązków. Możemy próbować wzbudzić gniew, ale on może stanowić wyostrzającą zmysły przyprawą emocjonalną. Przede wszystkim musimy pokazać nadzieję. Można to zrobić na różne sposoby. Można próbować pomniejszyć obraz niebezpieczeństwa, ale można też pokazać, że samemu się je lekceważy.

Nadzieję daje ludziom również poczucie, że nikogo nie skrzywdzili i sami są ofiarami niesprawiedliwej napaści, a co za tym idzie bogowie czy też Bóg staną po jego stronie i zwiększą szansę na zwycięstwo.

Pełen nadziei są też ci, którzy mają przekonanie, że w przeszłości wielokrotnie unikali niebezpieczeństwa i wychodzili cało. Trzeba zatem przywołać wspomnienia zwycięstw i zatrzeć w pamięci wspomnienia porażek.

PRZYKŁAD:

Mowa, jaką w powieści Ostatni władca pierścienia Kiryła Jeśkowa wygłosił Eomer władca Rohirrimów tuż przed rozstrzygającą batalią na polach Pelenoru:

Eomer przejął dowodzenie. Przyglądał się ponurym szeregom Rohirrimów, marznących w przenikliwym marcowym wietrze. Czuł się jak lekarz, któremu łaskawie pozwolono zacząć leczyć, gdy chory wpadł już w śpiączkę. Najbardziej denerwowało go to, że armia Mordoru znajdowała się w takim samym, albo i gorszym stanie; doświadczenie i bezbłędne wyczucie stratega podpowiadały mu, że w tej chwili jedno błyskawiczne uderzenie może zdecydować o wyniku bitwy. Wyraźnie widział słabe punkty w obronnych pozycjach przeciwnika, dokładnie wyobrażał sobie, gdzie należy uderzyć i jak je rozwinąć, by osiągnąć powodzenie ciosu. Ale wiedział też coś innego: nie ośmieli się w tej chwili wydać swoim ludziom rozkazu „Naprzód!” Jest takie żelazne prawo: rozkaz można wydać tylko wtedy, jeśli jest się pewnym, że będzie wykonany, ponieważ inaczej runą podstawy, na których opiera się armia. A tych żołnierzy – czuł to z niezachwianą pewnością – nie da się już dzisiaj poderwać do ataku, rozkazy nie miały zatem sensu.
I wtedy zatrzymał konia. Kazał wszystkim zsiąść z wierzchowców – żeby samemu być lepiej widocznym – i zaczął taką oto, dość dziwną, jak na wojownika mowę:
– Wszyscy jesteśmy śmiertelni, chłopy. Jedni umierają trochę wcześniej, inni trochę później – co to, cholewa, za różnica? Według mnie, ciekawsze nawet od życia jest to, co się z nami stanie potem. Pewnie już zdecydowaliście – dowódca nasz zupełnie ześwirowal, znalazł sobie czas, żeby pogadać o życiu pozagrobowym. Ja jednak uważam, że akurat jest najlepszy czas. Kiedy jeszcze? Wszak jesteśmy ludźmi prostymi: „Jak w lesie żyję, to miód piję!” Skoro żyję, skoro udało się – to i nie będę o tym myślał aż do następnego razu… A opinie, chłopy, są różne, ale co do jednego jakby zgadzają się wszyscy: tam każdy powstanie według swojej wiary. Jednym słowem, jeśli ktoś myśli, że oto zgniło jego ciało i nic już na Świecie nie zostało, prócz garstki pyłu, to właśnie tak z nim będzie. W innych wiarach są i gorsze rzeczy: będziesz na przykład do utraty tętna w postaci cienia szwendać się po podziemnym królestwie! Ale jeśli ja mam tak żyć, to już rzeczywiście, w cholewę, lepiej zgnić wraz z cielesną powłoką. Niektórzy zamierzają do końca czasu leżeć na zielonej trawce i w cudownym sadzie pić boski nektar i grać na lutni. Niezłe to, ale – jak na mnie – nudne trochę. Ale jest, chłopy, we Wschodnich krajach wspaniała wiara, o której opowiedział mi kilka dni temu pewien wędrowny kaznodzieja. To znaczy – wiara sama w sobie jest fajna, serio mówię, ale tamtejszy raj… To jest właśnie coś dla mnie!
Rozejrzał się – niby słuchają – i ciągnął:
– Niebiańskie komnaty, w nich uczta – nie zrówna się z nią żaden królewski ślub! Wina jak ze skarbca, ale gwóźdź programu chłopy, to hurysy! Dziewczyny, które zawsze mają osiemnaście lat, a uroda ich jest nie do opisania… O tym może się każdy przekonać dokładnie, ponieważ jedynym ich odzieniem jest złota bransoleta. No, a co do sztuki kochania, to na ziemi takich doskonałych kochanek nigdy nie było! Lecz jest jeden problem: droga do tych komnat rozkoszy stoi otworem tylko przed ludźmi, którzy przeżyli sprawiedliwe i bezgrzeszne życie. Mnie z wami – rozłożył ręce – nawet blisko nie puszczą…
Przez szeregi przemknęło słabe, ale wyraźne drżenie, zrodził się i zmarł szmer niezadowolenia, ktoś splunął głośno – tu też kant!
Ale Eomer podniósł rękę i ponownie nastała cisza, zakłócana tylko cichym szelestem ubiegłorocznej trawy.
– Dokładnie rzecz ujmując, nie puściliby, ale jest pewna furtka dla takich jak my, popaprańców. W tej wspaniałej religii każdemu, kto z honorem zginął w bitwie o słuszną sprawę – a kto ośmieli się stwierdzić, że nasza sprawa nie jest słuszna? – wszystkie grzechy zostają odpuszczone i automatycznie zostaje on przypisany do grona ludzi cnotliwych. Tak więc, jeśli ktoś postanowił wejść do tego raju drogą przyszłego bezgrzesznego życia – sztandar wam w ręce i wio, chłopy! Ja osobiście na takie coś nie mam nadziei, dlatego więc zamierzam dokonać znajomości z hurysami tu i teraz, jako ten, który zginął honorowo. Kiedy jeszcze pojawi się taka szansa? Tak więc zapraszam ze sobą każdego, kto może i chce, a pozostali – zostańcie na zdrowie!
Uniósł się w strzemionach i głosem grzmiącym jak grom zawołał gdzieś w górę, przyłożywszy do ust nabijaną metalem rękawicę:
– Hej, dziewczyny!!! Otwierajcie wasz niebiański burdel, choć jest już po godzinach! Przygotujcie się na przyjęcie trzech najlepszych pułków rohańskiej kawalerii. Stawiam swą głowę przeciwko złamanej strzale, że tych klientów nie zapomnicie do starości. Czas nam do ataku, tak więc będziemy tam u was na niebiesiech za jakieś dziesięć minut. Akurat macie czas się podmyć!
I stal się cud. Ludzie zaczęli otrząsać się z nieruchawości! W szeregach dał się słyszeć śmiech i wyszukane przekleństwa; z prawej flanki ktoś zapytał, czy można od hurysy złapać trypra, a jeśli tak, to czy długo go leczą w tym raju? Tymczasem do Eomera zbliżył się dolamrodski książę Imrahii – urodziwy młodzian z czarnym wąsem, znany ze swych miłosnych wyczynów – i rzucił do młodziutkiego, purpurowego ze wstydu kawalerzysty, zamykającego lewą flankę:
– Nie wstydź się, kornecie! Znający się na sprawie ludzie twierdzą, że w tej instytucji można znaleźć piękność dla każdego. Ciebie tam pewnie wypatruje tabun romantycznych panienek, które czekają tylko na wiersze przy księżycu! (Kirył Jeśkow, Ostatni władca pierścienia)