Szwagierka pyta: Jak ty to robisz szwagier, że ci ten chleb gryczany taki fajny wychodzi? Odpowiedź brzmi: Długo próbowałem, myliłem się, schodziłem z dobrej drogi, chleb był gęsty niewyrośniety, pęknięty na pół itd. Teraz jednak jestem mistrzem w sztuce grykopiekarniczej i mogę się tą jej arkanami podzielić, choć niby arkana z definicji powinny być tajne. Jako cynik olewam tajność arkanów. Bez dalszych wstępów przedstawiam…

Ostateczny przepis na chleb gryczany

Zaczynamy od zalania kaszy gryczanej wodą. Kasza musi być niepalona — to chyba oczywiste. I teraz podstawowe pytanie: Jak dużo kaszy i jak dużo wody?

Odpowiedź jest taka. Z ilością kaszy, to każdy może sobie poeksperymentować. Wszystko zależy od tego, jak wielką macie formę do pieczenia. Ja posługuję się miarą w postaci dużego sitka. O takiego…


Wchodzi tam może z kilogram, może z półtora kilograma. A może mniej? Nie ważyłem Widzicie mniej więcej ile. Potem zobaczycie ile z tego chleba wychodzi. No a ile wody? Ja zalewam kaszę w taki sposób, żeby w pierwszej chwili tafla wody była o jakieś 2 centymetry wyżej od poziomu kaszy. O tak…


Po jakimś czasie kasza wessie wodę. Czasami trzeba dolać trochę wody, jeżeli kasza jest z wierzchu sucha. Ale czasem jest to zbędne. W każdym razie ostrożnie z tym dolewaniem. Wody nie powinno być widać na powierzchni, ale powinna być widoczna po wsadzeniu z kaszę palucha. O tak…


Po jakimś czasie na powierzchni pojawi się charakterystyczna pianka świadcząca o tym, że z kaszą dzieje się to, co powinno się dziać. Może się ona pojawić już po 2 godzinach, ale może też pojawić się dopiero po 6 godzinach. Wszystko zależy od temperatury pomieszczenia. Jak się ta pianka pojawi to trzeba kaszę przemieszać. Jeżeli do tej pory pianki nie było widać, to teraz się pojawi. Ważne pytanie: Jak długo moczyć kaszę? Nie ma na to prostej odpowiedzi. Konkretna fajna pianka świadczy o tym, że idziemy w dobrym kierunku. Ja osobiście lubię poczekać do momentu, aż kasza zacznie troszkę kiełkować (Yaep!) O, jak tutaj:


Zazwyczaj dzieje się to po około 12 godzinach.

Jak już osiągniemy stan wstępnego kiełkowania, przelewamy kaszę do blendera, Thermomixa czy co tam macie. Koniecznie trzeba dorzucić łyżeczkę soli (jeżeli sól jest np. himalajska, to dajemy dwie łyżeczki). Ja dodaję jeszcze nasiona dyni słonecznika i siemię lniane. Super sprawdza się też czarnuszka. Wszystko przed zblendowaniem wygląda u mnie tak:


Po pół szklanki każdego dodatku. Uwaga: Jeżeli tafla wody była ponad poziomem kaszy, to przed wlaniem do blendera trzeba nadwyżkę tej wody odlać.

No i blendujemy na półgładko, tzn. tak żeby trochę struktury było widać, ale bez przesady. Nie przesadzamy w żadną stronę: nie za gładko, nie za grubo. O tak jak na zdjęciu:


Teraz przelewamy masę do nasmarowanej masłem formy. Porządnie nasmarowanej! Jak posmarujecie nieporządnie, to będzie kłopot z wyjęciem chleba. No chyba że pieczecie w jakimś silikonie czy jakiejś takiej foremce z teflonem, to wtedy można to olać. Moja szklana forma wygląda przed wlaniem tak:


No i nalewamy. Ja uznałem, że z mojej masy wyjdzie też parę bułkofinek — jak na zdjęciu.


Jak widzicie jest 13:50. Uwaga: Chleb musi wyrosnąć. Jak bardzo? Różnie. Mnie w tym wypadku wyrósł tylko trochę, ale zdarzyć się może, że wyleje się z naczynia, tak więc ostrożnie z ilością masy. Mój chlebek po 5 godzinach wyglądał tak:


Uwaga: Nie można za długo czekać z pieczeniem. Może się zdarzyć, że chleb nam zupełnie skiśnie. Poznajemy to po specyficznym mocno zgniłym zapachu jaki się z niego wydobywa. Do tego nie można dopuścić, bo wtedy będzie się nadawał tylko do kibla.

Ok i teraz pieczemy 1 godzinę w 200 stopniach. Oto moje zdjęcia przed…


…i po…


Jeżeli dobrze nasmarowaliście formę, to powinien wyjść bez problemu. Jeżeli skubany nie chce, to dobrym pomysłem jest postawić go na jakichś wspornikach do góry nogami tak, żeby pomogła mu wyjść Ciocia Grawitacja. Można mu pomóc nożykiem jeżeli “dopiekł się” do brzegów. Ale zasadniczo powinien odejść od brzegów już podczas pieczenia. I to wsjo.

Ostatnie pytanie. Po czym poznać, że spierdzieliło się coś w trakcie wykonania? Ano chleb w charakterystyczny sposób pęknie podczas pieczenia. Tak wzdłuż na pół… Jest wtedy jak najbardziej jadalny, ale gęsty i wilgotny. A powinien wyglądać tak:


Smakuje bardzo podobnie do żytniego. Smaczny, zdrowy, sycący! Do roboty ciapy! Dzielcie się wynikami w komentarzach, posłużę fachową radą i powiem co spartoliliście. Ciao!

PS: Po trzech albo czterech dniach może się zepsuć, jak każdy chleb.

Share This