I przed Machiavellim ludzie wyrażali się w duchu makiawelizmu. Posłuchajcie słów ateńskiego przywódcy ludowego Kleona, który w 427 roku p.n.e. namawiał swoich rodaków do wymordowania mieszkańców zbuntowanej Mityleny. Namawiał ich powtórnie, bo powziąwszy wcześniej, za jego namową, decyzję o zorganizowaniu rzezi, pod wpływem skrupułów natury moralnej, zmienili następnego dnia zdanie:

Nie należy […] robić Mityleńczykom nadziei, że mowami lub przekupstwem wyjednają sobie ludzkie traktowanie i przebaczenie błędów. Przecież nie wbrew swej woli wyrządzili nam szkodę, lecz w pełni świadomości nas zaatakowali — na przebaczenie zaś zasługuje tylko czyn mimowolny. Podobnie jak za pierwszym razem, tak i obecnie walczę o to, żebyście nic zmieniali swych decyzji i nie zrobili fałszywego kroku, dając się ponieść trzem rzeczom najbardziej dla państwa niebezpiecznym: litości, czarowi słów i pobłażliwości. Litość bowiem uzasadniona jest wobec równych, ale nie wobec tych, którzy jej nie odwzajemniają i z konieczności są stale naszymi wrogami; ci, którzy zachwycają pięknymi słowami, będą mieli także przy mniej ważnych sprawach sposobność do popisu, nie zaś przy takiej sprawie, przy której państwo za chwilę przyjemności drogo zapłaci, a jedynie mówcy otrzymają piękną nagrodę za piękne słowa. Pobłażliwość wreszcie jest raczej na miejscu w stosunku do tych, którzy także w przyszłości będą nam oddani, aniżeli w stosunku do tych, którzy nadal pozostaną wrogami. Jednym słowem twierdzę: jeśli mnie posłuchacie, postąpicie równocześnie sprawiedliwie w stosunku do Mityleńczyków i korzystnie dla samych siebie; w przeciwnym wypadku nie zaskarbicie sobie ich wdzięczności, ale raczej wydacie wyrok na siebie samych. Jeśli bowiem słuszny był ich bunt, to wasze panowanie jest nieuzasadnione. Jeśli zaś, mimo że jest ono niesłuszne, chcecie się przy nim utrzymać, to albo musicie wbrew sprawiedliwości, lecz licząc się z waszą korzyścią, ukarać ich, albo zrezygnować z waszego panowania i prowadzić bezpieczne życie poczciwych ludzi. [Tukidydes, Wojna peloponeska (Zakład Naukowy im. Ossolińskich – Wydawnictwo, Wrocław 1991), 212-217.]

Mowa Kleona nie odniosła zamierzonego skutku. Po nim wystąpił przed Zgromadzeniem ludowym niejaki Didotos i odwiódł Ateńczyków od przeprowadzenia zamierzonej rzezi. Ponieważ jednak poprzedniego dnia wyprawiono już posłów z nakazem wymordowania buntowników, trzeba się było spieszyć. Posłuchajcie, jak tę drugą wyprawę opisuje Tukidydes:

Zaraz też pospiesznie wyprawili drugi trójrzędowiec, ażeby poprzednio wysłany nie przyszedł wcześniej i miasto nie zostało zniszczone: pierwszy statek wypłynął o dwadzieścia cztery godziny wcześniej. Wobec tego, że posłowie mityleńscy przygotowali dla załogi okrętowej wino i chleb i przyrzekli wysokie nagrody, jeśli zdąży na czas, żegluga odbywała się tak pośpiesznie, że posiłki składające się z chleba zamoczonego w winie i oliwie spożywano podczas wiosłowania, które odbywało się bez przerwy na zmiany: jedni wiosłowali, drudzy spali. Wobec tego zaś, że nie wiały przeciwne wiatry i pierwszy okręt jadąc z przykrą misją, nie spieszył się zbytnio, a drugi — jak wspomniano — przyspieszał podróż, pierwszy okręt wyprzedził drugi o tyle, że Paches zdążył zaledwie przeczytać uchwałę i zastanawiał się nad jej wykonaniem; w tej chwili właśnie zjawił się drugi okręt z rozkazem wstrzymania egzekucji. Tak bliska zagłady była wówczas Mitylena. [Ibid. 223]

Poczuliście niepokój posłów Mityleny? Usłyszeliście jęki wiosłujących dzień i noc żeglarzy? To Tukidydes – historyk nad historykami.

Na tym opowieść mogłaby się skończyć, ale miał i Kleon swoje małe zwycięstwo:

Wszystkich tych, których Paches odesłał do Aten jako głównych sprawców buntu, zabili Ateńczycy na wniosek Kleona: było ich nieco ponad tysiąc. [Ibid. 223]

Może to nie rzeź całego miasta, ale myślę, że widok tysiąca trupów sprawił mu przyjemność i dał poczucie dobrze spełnionego obowiązku.

Share This