Jest rok 1163. Zaczęła się budowa Katedry Notre-Dame w Paryżu. Zjechali się tam nie tylko architekci i murarze (wolno-murarze!), ale też inni, co bardziej oświeceni ludzie z całej Europy. Powstała najstarsza szkoła muzyki poważnej. Założył ją chyba niejaki Leonin, a największym przedstawicielem był niejaki Perotin. Posłuchajcie pięknej Mszy na Boże Narodzenie, której autorem był Leonin i którą tworzył może właśnie wtedy, gdy stawiane były fundamenty Katedry.

Wyobraźcie sobie wznoszone mury i tych wszystkich ludzi Oświecenia XII wieku.

Żyje jeszcze Hildegarda z Bingen — mistyczka, zielarka i kompozytorka. Wielka kobieta średniowiecza — epoki.

Za kilka lat urodzi się Wilhelm IX Akwitański — pierwszy trubadur i zacznie się nowa epoka w dziejach muzyki. Posłuchajcie jego melancholijnej pieśni Poz ne chantar w wykonaniu augsburgskiego Ensemble für frühe Musik. WARTO! jakby się ktoś

Kilkanaście lat wcześniej zmarł Piotr Abelard, który za młodu uczył się, a potem sam nauczał w Paryżu. Już wtedy dawał o sobie znać jego wyrosła z wielkiego talentu duma, przez którą potem przyprawiła go o tyle nieszczęść. O swoim nauczycielu Wilhelmie z Champeaux, któremu wiele zawdzięczał, pisał:

Miał urzekającą zdolność mówienia, ale jego słowa niemiały głębszego sensu. Kiedy ogień rozpalał, dom swój dymem napełniał, zamiast jasnością rozpraszać mroki. Z daleka wyglądał jak drzewo, które się całe zieleni bujnymi liśćmi, ale kto bliżej podszedł i dokładniej się przyjrzał, widział, że jest to drzewo, które nie rodzi owoców. [Epistola I, III, ss. 8–9]

No i co? Mądrala:)

Hildegarda i lurkujący mnich

Może budowie Katedry przygląda się syn Piotra i Heloizy Astrolabiusz. Urodził się jako nieślubne dziecko wielkiej namiętności, która wybuchła między kochankami. Wuj Heloizy Fulbert nie mógł znieść tego, w jaki sposób Abelard pohańbił jego dom. Przyjął go do siebie jako nauczyciela swojej siostrzenicy Heloizy, którą kochał nad życie i której chciał dać wykształcenie takie, żeby nie mogli się go powstydzić nawet najuczeńsi mężczyźni tamtych czasów. Abelard rozpalił w niej jednak miłość nie tylko do wiedzy. Wuj bardzo źle zniósł zniewagę i zemścił się straszliwie. Oto jak Abelard opisuje to wydarzenie:

Jednej nocy, kiedy spokojnie spałem w odosobnionej izbie mojego domu, przekupili złotem jednego z moich służących, wtargnęli i rzucili się na mnie, by dokonać okrutnej a zarazem haniebnej zemsty, która wzbudziła na świecie wielkie zdumienie — pozbawili mnie nożem tej części ciała, przez którą uczyniłem to, co było dla nich przyczyną rozgoryczenia. Po dokonaniu tej zemsty natychmiast rzucili się do ucieczki. Dwom jednak, których udało się schwytać, wyłupiono oczy i odcięto organy płciowe. Jednym z tych zbirów był wspomniany mój sługa, który zawsze wiernie mi towarzyszył, ale z chciwości dał się przekupić i namówić do zdrady [Dzieje moich niedoli]

Ciekawe czy to, że napastnicy nie unieśli ze sobą własnych przyrodzeń, pocieszyło uczonego rzezańca… Zresztą na tym się jego niedole nie skończyły. Abelard miał jeszcze innych wrogów. Jeden z nich od kilku lat też już nie żyje. To prześladowca Piotra Bernard z Clairvaux — wielki mistyk i jeszcze większy człowiek Kościoła, który swojemu wychowankowi, który tymczasem został papieżem Eugeniuszem III, potrafił napisać:

Pośrodku tego wszystkiego kroczysz błyszcząc złotem, otoczony świtą ubraną w różnobarwne stroje. Jaką korzyść mają z tego Twoje owieczki? Odważę się i powiem: jest to pastwisko nie dla owieczek, lecz dla szatanów [O rozważaniu].

Bernard nie znosił w Piotrze pychy rozumu (Czy to ta sama pycha, która pchnęła paryżan do budowy katedry?) Przysłowiowy szlag go trafił, kiedy Piotr w swojej nawiedzanej przez młodych hipsterskich kleryków pustelni zaczął reformować modlitwę Ojcze nasz. Tego było za już za wiele. Do Papieża Innocentego pisał o Piotrze:

W chmurach nosi swą głowę, niezbadane tajemnice Boskie chciałby myślą przeniknąć i kiedy zstępuje do nas z górnych przestworzy, opowiada niesłychane rzeczy, o których nie godzi się nawet mówić śmiertelnym. Chciałby wszystko zbadać i wyjaśnić rozumem, co więcej — głosi poglądy sprzeczne z rozumem i niezgodne z wiarą. Co bowiem mo­że być bardziej sprzeczne z rozumem, niż kiedy ktoś usiłuje rozumem przewyższyć rozum? A co może być bardziej niezgodne z wiarą, niż kiedy ktoś nie chce uwierzyć w to, czego nie może zbadać rozumem? [List 190 do Innocentego II]

Bernard był niestrudzonym wojownikiem ortodoksji. Przy wyrywaniu chwastu herezji ręce omdlewały mu z wysiłku:

Nierozważnie obiecywałem sobie już spokój — pisał w jednym z listów — kiedy ucichła furia Leona i pokój został przywrócony w Kościele. Okazało się bowiem, że wprawdzie uspokoiła się furia, ale nie uspokoiłem się ja [List 189 do Innocentego II].

Św. Bernard u stóp Naszej Pani na Moście Karola

Niezwykły człowiek. Powinniśmy się wszyscy modlić, żeby w swoim życiu spotkać przynajmniej raz kogoś takiego formatu. Chociaż patrząc na żałosny los, jaki Bernard zgotował Abelardowi (choć w końcu się nad nim zlitował), może jednak nie powinniśmy się o to modlić zbyt żarliwie.

Teraz, w roku 1163, obaj już odpoczywają — każdy w swoim grobie. Nie żyje wielki Gilbert de la Porrée, który odróżnił przedmioty egzystujące i subsystujące. To jego, razem z Piotrami: Abelardem, Lombardem i trzecim z Poitiers, Walter od św. Wiktora potępi w swojej rozprawie O czterech labiryntach Francji. Pisał tam o nich:

Nadęci jednym duchem arystotelejskim podchodzą do niewyrażalnych zagadnień Trójcy Świętej i Wcielenia ze szkolną lekkomyślnością; niegdyś wyrzygali już wiele herezji i dotąd szerzą błędy.

Tradycjonalista — co robić. Podobno to on wymyślił słowo suicida na oznaczenie samobójstwa. Ludzie mają różne pasje…

Jan z Salisbury. Zdjęcie z epoki koloryzowane.

Żyje jeszcze Jan z Salisbury — wielki humanista ze szkoły w Chartres, do której należał też Gilbert. Udał się już zapewne do ojczystej Anglii i sekretarzuje Thomasowi Becketowi. Za kilka lat ten ostatni zostanie ścięty na rozkaz pysznego króla, a Jan, który stanął po jego stronie, będzie musiał uciekać do pięknej, ale przecież nie ojczystej Francji. Przez trzy ostatnie lata życia będzie arcybiskupem w Chartres.

Już wkrótce Europę zaczną zalewać dzieła filozofów arabskich razem z dziełami starożytnych. Ludzie Zachodu nie mogą przeczytać jeszcze większości dzieł Arystotelesa i prawie nie znają oryginalnych dzieł Platona. Dadzą im je do ręki wyznawcy Islamu. Filozofia chrześcijańska tego nie wytrzyma. Tomasz z Akwinu sto lat później wprawdzie zbuduje system łączący dogmatykę katolicką z filozofią Stagiryty, ale przegrzebujący stare księgozbiory włoscy humaniści odkryją, że można piękniej mówić po łacinie, a Ockham jego uczniowie odkryją, że uniwersalność jest kwestią słów, a nie ideałów. To będzie początek końca Zjednoczonej Chrześcijańskiej Europy.

Na razie jest jednak rok 1163. 
Saladyn Wielki ma 25 lat i przygotowuje się odbicia Jerozolimy z rąk krzyżowców. 
Rok temu urodził się Czingis-Han…

Share This