Wśród listów, jakie po sobie pozostawił Niccolo Machiavelli (a jest wśród nich i taki, w którym opowiada on jak zwymiotował starą prostytutkę) był jeden, który od razu przykuł moją uwagę. Tym, co mnie zainteresowało był wzniosły łaciński nagłówek epistoły połączony w jedną całość z opadłym wstępem. Oto początek listu:

Magnifico Domino Francisco de Guicciardinis J. V. doctori Mutinae Regiiaque gubernatori dignissimo suo plurimum honorando, Magnifice vir, major observandissime. W momencie kiedy przybył Wasz wysłannik, siedziałem sobie akurat w ustępie, rozmyślając nad ekstrawagancjami świata, pochłonięty całkowicie wyobrażeniem sobie kaznodziei, którego chciałbym wyszukać dla Florencji […]


Mamy tutaj do czynienia nie tylko z ustępem otwierającym list, ale i z otwierającym list ustępem. List pochodzi z 1521 roku. Machiavelli napisał już swoje najważniejsze dzieła i ma przed sobą jeszcze sześć lat życia. Adresat listu Francesco Guacciardini ma jeszcze przed sobą największą wtopę swojego życia — nieudolną obronę Rzymu przed wojskami Karola V, która skończy się słynnym Sacco di Roma, czyli trwającym osiem miesięcy grabieniem Rzymu przez wojska hiszpańskie. Wracam jednak do początkowego ustępu. Machiavelli siedzi na klopie i rozmyśla nad kaznodzieją dla Florencji. Kaznodzieja dla Florentyńczyków był czymś w rodzaju połączenia znanego polityka ze stacją telewizyjną. Dostarczał informacji dla swoich widzów i od razu je dla nich (nad)interpretował, a przy szczególnych okazjach włączał się w życie polityczne. Takim Adamem Michnikiem (względnie Michałem Karnowskim) Florencji końca XV wieku był słynny szalony mnich Girolamo Savonarola, który przejął władzę we mieście ze skutkami dość smętnymi dla samej Republiki Florenckiej, a w szczególności dla powstających tam zbiorów arcydzieł malarstwa, z których radykalni zwolennicy dominikanina robili ogniska na głównych placach nadarneńskiej metropolii. Machiavelli siedzi zatem na klopie i zastanawia się jakiego Michnika (względnie Karnowskiego) potrzebuje Florencja.

Oto do jakich wniosków dochodzi ów człowiek, który użyczył swojego nazwiska dla wszystkiegotego, co, zdaniem szerokich kół, w polityce najgorsze:

Nie ma […] wątpliwości, że w tej sprawie, podobnie zresztą jak w wielu innych, jestem innego zdania niż moi współobywatele: oni by chcieli kaznodziei, który by wskazywał im drogę do raju, ja zaś chciałbym im znaleźć takiego, który by im pokazał, jak należy iść do przybytku diabła; chcieliby oni przy tym, ażeby to był człowiek rozważny, wszechstronny i godny, ja zaś chciałbym im znaleźć kogoś bardziej szalonego, niż był Ponzo, bardziej przebiegłego i podstępnego niż brat Girolamo, większego hipokrytę, niż był brat Alberto; wydaje mi się bowiem, iż byłoby rzeczą piękną i godną dobroci tych czasów, ażebyśmy wszystkiego tego, czego doświadczyliśmy od wielu braci, doświadczyć teraz mogli od jednego tylko; wierzę bowiem, iż istnieje wyłącznie jedna droga prawdziwa, rzeczywiście wiodąca do raju, mianowicie poznanie drogi wiodącej do piekieł, ażeby z niej uciekać.

Małe wyjaśnienie. Ponzo to jeden z przeciwników Girolamo (Savonaroli). Co do Brata Alberta, to chodzi albo o innego przeciwnika szalonego mnicha, albo o postać literacką: Brata Alberto — bohatera jednej z opowieści (IV 2) Dekameronu. Oto jak przedstawia go Pampinea, w której usta wkłada Boccaccio opowieść o Bracie Alberto:

[…] w mieście Imola żył pewien niegodziwy i grzeszny człowiek, Berto della Massa zwany. Mieszkańcy Imoli, znający wszeteczny sposób jego życia, nie tylko nie wierzyli mu wtedy, gdy kłamał, ale i wówczas, gdy przypadkiem prawdę powiedział. Berto, przekonawszy się, że w rodzinnym mieście nikogo już na hak nie przywiedzie, przesiedlił się do Wenecji, stolicy wszelkich hultajów, i tu umyślił pewnej nowej sztuczki spróbować. Udał tedy, że, sumieniem dręczony, mocno się kaja za popełnione grzechy, uczynił pozór skromnego i pobożnego nad wszystko człeka, wstąpił do zakonu braci żebrzących i przyjął imię Alberta z Imoli. Włożywszy na się habit, obłudnik jął pozornie wieść święty i surowy żywot; wszystkim, co do niego przychodzili, pokutę i post zalecał, sam zasię nie jadał mięsa i wina nie pił (jeśli mu się nie udało otrzymać tego, które mu do smaku przypadało). Nikt nie podejrzewał, że łgarz, wszetecznik, złodziej i morderca plugawy, nagle w świątobliwego kaznodzieję przedzierzgniony, dawnych swych skłonności wcale się nie wyzbył i że w skrytości im hołduje.

Zboccaccio

Pewnego razu wielebny Alberto miał okazje spowiadać pewną dziunię z Wenecji, która poskarżyła mu się, że przymusowo trwa w krucjacie czystych serc, ponieważ jest tak piękna, że żaden facet nie jest dla niej dość dobry. Widząc z jej słów, że jest to dziewczę puste jak bęben, sam postanowił zerwać gwint tumanowi, albo, jak to ujmuje Boccaccio:

Brat Albert poznał dowodnie z tej mowy słabość jej rozumu i ocenił, że to pod jego pług pole.

W tym celu wmówił jej, że Archanioł Michał jest w niej zakochany i że w nocy wstępuje on w ciało Brata Alberta… resztę dośpiewajcie sobie sami. Tępa wenecka strzała tak się tym podkręciła, że

[…] koszula zadka przykryć jej nie mogła.

Mniejsza o to jak się cała historia skończyła. Wracam do ustępu Machiavellego.

Muszę się wam przyznać, że ja również mam swój ustęp, i że ja również z niego korzystam. I nad nim, tak jak nad owym XVI-wiecznym wygnańczym klopem autora Historii florenckich, unoszą się różnorodne inspiracje. Wczoraj na przykład moje rozmyślania krążyły wokół postaci Donalda Trumpa. Impulsem, który wywołał ów kloaczny namysł był fragment wystąpienia przyszłego Prezydenta Świata, w którym upudrowany republikanin wspominał, jakie to straszne rzeczy mówili o nim jego przeciwnicy polityczni na trwającej właśnie ogólnokrajowej konwencji Partii Demokratycznej. Popatrzcie na filmik zespotowany przez The Daily Show:

https://www.facebook.com/1083879741699740/videos/1091307794290268/

Facetem, którego cienistogrzywy miliarder chciałby walnąć szczególnie mocno był Michael Bloomberg, który ostro przejechał się po dokonaniach biznesowych swojego kolegi z klubu najbogatszych ludzi na świecie. Musiało to twardziela szczególnie zaboleć, zwłaszcza, że chociaż, gdy chodzi o wymiary korpusu Trump ma nad Bloombergiem 15 centymetrów przewagi, to pod względem głębokości kieszeni, pomarańczowemu hitlerzątku brakuje do byłego burmistrza Nowego Jorku 36 grubych baniek.

Trump, a obok niego mały facet, którego szczególnie chciał walnąć.

Przypatrzcie się dobrze ekspresji zadaszonego cielska. Widać jak bardzo chciałby walnąć małego kolegę z klasy (wyższej). Widać jak powierzchnia jego dziecinnej osobowości wrze pod cynamonową przykrywką: “Ale bym go walnął, tak i tak…”

Myślałem sobie o tym filmiku i nagle przyszła mi do głowy myśl. Może Donald Trump jest idealnym kaznodzieją dla naszego niestabilnego emocjonalnie i pozbawionego poczucia sensu świata? Amerykanie będą w końcu jesienią głosowali nie tylko nad tym, kto będzie kolejnym (i może, jak wielu przypuszcza, ostatnim) prezydentem USA. Z faktu, że USA wydaje na zbrojenia więcej niż kolejnych najpotężniejszych militarnie krajów w sumie wynika, że nasi przyjaciele zza wielkiej wody w gruncie rzeczy głosują nad tym, kto będzie najpotężniejszym człowiekiem na świecie. Czy zostanie nim przebrany za dorosłego mężczyznę Piotruś Pan obdarzony przez naturę śmiesznie małymi dłońmi i syndromem zazdrości o penisa? Wszystko możliwie, skoro, jak zauważył Trevor Noah z The Daily Show:

Donald Trump i Hillary Clinton staną przed podobnym wyzwaniem: zmierzą się w tych wyborach z jedynymi osobami, z którymi mają szansę wygrać.

Może Machiavelli miał rację (choć nie zdarzało mu się to zbyt często) i Amerykanie uciekną przed wizją okalanego murem “Raju” zarządzanego przez właściciela marki Miss Universe, nakazującego torturowanie członków rodzin przestępców, żeby uzyskać od nich zeznania obciążające ich bliskich. Może tak się stanie. Wtedy Donalda Trumpa spotkać może los szalonego mułka, o którym wspomina Machiavelli w jednym z pisanych tuż przed śmiercią listów. Najwyraźniej w stadach należących do autora Księcia znalazł się jakiś mały szalony mułek, z którym nie wiadomo było co począć. Oto urocze przedśmiertne zalecenia Machiavellego:

Co się zaś tyczy małego mułka, to jeśli on oszalał, należy go traktować zupełnie inaczej niż innych szaleńców; skoro innych szaleńców się wiąże, to ja chcę, ażebyś ty go zwolnił z uwięzi. Oddaj go do Vangela i powiedz mu, ażeby go zaprowadził do Montepugliano, a potem, by zdjąwszy mu uzdę i uździenice pozwolił mu iść tam, gdzie chce, by sam sobie szukał pożywienia i wygrzebywał się ze swojego szaleństwa; kraj jest wielki, zwierzę zaś malutkie, tak że nie będzie, w stanie zrobić nikomu nic złego, i w ten sposób, bez niczyjego kłopotu, zobaczy się, co zechce zrobić, zawsze przy tym będzie czas schwytać go, jeśli przyjdzie on do rozumu.

Idealny kandydat na główną postać w Prezydenckim Truman Show — do mejkapu nie trzeba go namawiać.

Myślę, że Donald Trump dałby się wrobić w kolejne reality show pt. The President. Gdzieś w toku kampanii trzeba by mu przygotować alternatywny świat, który byłby skrzyżowaniem Truman Show z The Hunger Games. Pewnej nocy trzeba przenieść drągala razem z łóżkiem do alternatywnej rzeczywistości i pozwolić mu rządzić. Szkód nie narobi, a zabawa może być przednia. Zawsze można go będzie wypuścić, jeśli przyjdzie do rozumu.

Ciao i na zapomnijcie zalajkować pamiętając, że na medium.com nie ma brudnego facebookowego palucha wzniesionego w górę. Na medium.com jest serduszko pod tekstem!

Share This