Subtelna i wyważona okładka Wsieci

Pamiętacie jak rozpętała się burza wokół gwałtów na niemieckich kobietach podczas nocy sylwestrowej w Kolonii. Jedni się oburzali (Co się dzieje!? Dotychczas w Europie nie słyszeliśmy nawet o przemocy wobec kobiet), inni usprawiedliwiali (są sami, puchną im jądra, w czym problem?) Zasadniczo jednak wszyscy widzieli w tych wydarzeniach pewną nowość — ciekawostkę i zapowiedź przyszłości. Mylili się. Mylili się również i ci, którzy łączyli skłonności oliwkowych młodzieńców z wyznawaną przez nich religią.

Traktowanie przez Azjatów kobiet jako nie do końca rozumnych i nie władających sobą bytów, które “same się o to proszą”, jest problemem, który mamy z bliskowschodnimi gośćmi niemal od zawsze. Już pierwsze dzieło kultury Zachodu, jakim jest Iliada opowiada o tym, jak to Europejczycy pojechali do Azji (mniejszej) odbić Helenę, żonę kolegi z wojska — Menelaosa, z rąk oliwkowych barbarzyńców z Bliskiego Wschodu. Zobaczcie sami co na temat stosunku ludzi należących do tamtejszej kultury do kobiet pisał Herodot w swoich Dziejach:

Zdaniem Persów, porywać niewiasty jest czynem ludzi niesprawiedliwych, ale z powodu porwanych zawzięcie uprawiać dzieło zemsty mogą tylko nierozumni; rozsądni ludzie zgoła nie troszczą się o porwane kobiety: boć przecie to jasne, że gdyby same nie chciały, nie zostałyby uprowadzone. Oni więc, Azjaci — powiadają Persowie — z porywania niewiast nic sobie nie robili. Hellenowie zaś z powodu lacedemońskiej kobiety zebrali wielkie wojsko, a potem przybyli do Azji i obalili potęgę Priama. Od tego czasu Persowie zawsze myśleli, że to, co helleńskie, jest im wrogie. Persowie bowiem Azję i zamieszkujące ją ludy barbarzyńskie uważają za swoje, Europę zaś i żywioł helleński za coś odrębnego.

Ciekawe, prawda? Azjaci uważali, że kobiety ”same się o to proszą” na 1500 lat przed pojawieniem się Islamu.

Blondynek i oliwkowy brunecik — historia stara jak Ἱστορίαι

Powiem wam jak to koniec końców jest, żeby was dłużej nie trzymać w ciemnocie.

Otóż wszystkie te chrześcijaństwa, islamy, buddyzmy to tylko naskórek kulturowy, pod którym kryją się właściwe sprężyny, dzięki którym ten światek toczy się, jak się toczył — donikąd.

I dlatego religia współczucia, jaką jest buddyzm nie potrafi aż do dzisiaj uporać się z podziałem kastowym w Indiach. Dlatego miłujący bliźniego chrześcijanie nie widzą problemu w stosowaniu kary śmierci, albo zatapianiu łodzi z uchodźcami (casus Wolniewicza — chrześcijanina niewierzącego). Wszystko to powierzchnia zdarzeń — naskórek historii. Pod tym naskórkiem znajdziemy najpierw głębokie warstwy archetypów kulturowych, potem nawyki paleolityczne, a w końcu zagubione i płochliwe zwierzęta, które w wyniku jakiegoś nieporozumienia nazywamy ludźmi myślącymi, z bardziej lub mniej nowoczesnymi maczugami w ręku.

Share This